I jest! Kolejne odznaczenie dla HWG...
LEOCJA:
Złoty Krzyż Zasługi
Przyznam szczerze, że straciłem już rachubę ile już otrzymałem...
Wielki czas chyba to podliczyć...
Gratuluję oznaczenia!
Co do napitku. Kompocik może być chyba procentowy? - profesor zapytał pełen nadziei.
-Wszystko da się zrobić Herr Professor. Siadaj Pan, zapraszam...- Gruner wskazał miejsce do siedzenia swojemu przybyszowi. Izba nie była luksusowa, ale schludna i wyjątkowo czysta.
-Jak wrażenia, Meine Freund? Nie za bardzo wam na tych Pustkowiach przyrodę zniszczyli po tym rajdzie? Ja iwem, że może się jakiś urzednik dopie..., znaczy się doczepić, że to kurz się wzmógł, przyroda zniszczona, słyszałem, że niektórzy po trawie aż nadto jeździli, inni zardzewiałe odpady niszczyli, ale wie Herr Professor, z tym trzeba się było liczyć... No i te zanieczyszczenia spalinami. To mogą być horrendalne kary. Ale! Ale, jak się umawialiśmy z Herr Porzelanen, wszystko pokryje z kapsli rządowych... Także - Leutnant poklepał się po kolanie, skinął na służkę, która już stała ze szklankami wzbogaconego alkoholem kompotu śliwkowego pochodzących z niedalekiego sadu. Obaj panowie zabrali po szklance...
-Pół na pół?- zapytał retorycznie kobietę. Ta oczywiście potwierdziła.
-No to zdrowie, Herr Professor! Przyda się! - nie czekając na towarzysza Heinz-Werner przechylił szklanicę i wypił do dna, nawet się nie wykrzywiając.
O przyrodę Pustkowi się nie martw. Ona i tak potrzebuje czasu, aby się odrodzić po wybuchach bomb. Samochody, to najmniejsze nieszczęście jakie spotkało florę i faunę na ziemiach winkowych.
Wasze zdrowie! - Sokolow żwawo przechyla szklanicę.
Anton Sokolov pisze: ↑4 lata temuO przyrodę Pustkowi się nie martw. Ona i tak potrzebuje czasu, aby się odrodzić po wybuchach bomb. Samochody, to najmniejsze nieszczęście jakie spotkało florę i faunę na ziemiach winkowych.
Wasze zdrowie! - Sokolow żwawo przechyla szklanicę.
-Łooch. Mocne... - otrząsa się - Wracając do tematu... Skoro tak twierdzisz, Herr Professor... Od razu człekowi lżej na sercu się robi... To co na drugą nóżkę?
Oczywiście! Bardzo dobry kompocik.
W Szanach nastał wieczór. Hazigazda ur i jego gość siedzieli i pili, wspominali ostatnie wydarzenia, ale głównie pili... Później znów wspominali stare dzieje, ale pili nadal... I tak mijały godziny...
W końcu leutnant wstał i powiedział:
-Szuchaj pszyjacielu. A może byśmy sze konno pohasaly? Kupiłem łogiery, sztery i sze sztado zakładam. Nie masz może ohcoty na tych konikach pofikus..pofi..p- hyyyp - (o czkwako przybywaj) po-fi-kać? No to masz szy nie masz ochoty.? To szę naszywa - hyyyp - szelencz - Gruner doskonale sobie zdawał sprawę, że to trudne wyzwanie- noc, zmęczenie i upojenie alkoholowe dawało się we znaki...
Matko Boska, ale mocne to. Tak mną sponiewierało że nie wychodziłem z pokoju przez trzy dni. Teraz spokojnie mogę konno pojeździć. Obym tylko grzywki mu nie zapaskudził.
Anton Sokolov pisze: ↑4 lata temuMatko Boska, ale mocne to. Tak mną sponiewierało że nie wychodziłem z pokoju przez trzy dni. Teraz spokojnie mogę konno pojeździć. Obym tylko grzywki mu nie zapaskudził.
Ale że niby pędziło na "dwójkę"?
-To dawaj Herr Sokolov na konie!
Dwójka, trójka, pełen zestaw wrażeń
Profesor spogląda na konie w stadninie. Od razu uwagę Antona zwrócił kary koń wcinający siano.
Jak nazywają się konie? Czy są jakieś określonej rasy? Którego wierzchowca mogę dosiąść, aby mnie polubił i od razu nie zabił?