Z filmami o księżniczce i cesarzowej/królowej Sissi wiąże się pewien anegdotyczny zwyczaj.
Zeszłego lata spędziłem bowiem urlop w Budapeszcie. Podczas zorganizowanej po mieście wycieczki, stojąc obok jej pomników przewodnik opowiadał, iż filmy z nią są na Węgrzech na tyle popularne, że stanowią stały punkt bożonarodzeniowej telewizyjnej ramówki.
Tradycją w czasie oglądania jest też pewna gra: picie kieliszka tokaju za każdy razem, kiedy jakąś z postaci mówi "Sissi", co oczywiście zdarza się dość często.
Nawet najtwardsi zawodnicy poddają się przy scenie, kiedy Sissi gubi się w lesie i cały dwór jej poszukuje, oczywiście nawołując "Sissi". 