W Austro-Węgrzech był już taki czas, kiedy monarcha był najistotniejszy ustrojowo i rzeczywiście bez niego nie mogło się nic dziać, tym bardziej że byliśmy o wiele bardziej sformalizowani niż obecnie. W gruncie rzeczy przyczyna była prosta - jako monarcha byłem wówczas w wieku szkolnym i studenckim; szkoła wbrew pozorom nie zabiera aż tyle czasu, a na studiach miałem go jeszcze więcej. Wtedy niezwykle drażniło mnie, że ktoś może być nieobecny czy nie mieć czasu na sprawy mikronacji.
Potem zacząłem (niekiedy i będąc monarchą) rozwijać swoje życie w innych kierunkach i dlatego w pełni rozumiem, że można nie mieć czasu, a czasem ochoty na pełną aktywność. Nie ukrywam też, że początki mojej fascynacji dziedziną, która pochłania mnie obecnie w całości, to właśnie czasy, kiedy zaczynałem działalność w mikronacjach. Sam jestem zaskoczony, jak dużo potrzebnej mi dziś wiedzy udało mi się wtedy zdobyć. Dlatego właśnie jako założyciel wolałbym, żeby Austro-Węgry były miejscem tworzonym wspólnie, w którym można się rozwinąć i ciekawie (zwłaszcza intelektualnie) spędzić czas.
Może nie jest to najlepsze z punktu widzenia statystyk w ISM, ale stanowczo nie chciałbym, żeby ktokolwiek (choćby i monarcha) był wyciągniętym z "Sali samobójców" dzieckiem, które poza Austro-Węgrami świata nie widzi. Serio, to ma być wspólnota i w przeciwieństwie do pierwszych Austro-Węgier nie sądzę, by miała być spięta takim gorsetem maniakalnej twórczości prawodawczej niespełnionego prawnika (tak, mówię o sobie). Szczęśliwie inicjatywy mogą powstawać po prostu bez żadnych przepisów, и мирна Босна, jak mawiają dziś na Bałkanach. Naprawdę, ludzie powinni mieć swoje życie - pracę, rodzinę, inne pasje, a nie przesiadywać przed monitorem 24/7.