Re: Handel Morski
Moritz von Oranien-Nassau pisze: ↑5 lata temuCo moich biednych kilku rotryjskich majtków jest winnych?
Nic, nic mój Przyjacielu. Proszę o wybaczenie.
Moritz von Oranien-Nassau pisze: ↑5 lata temuCo moich biednych kilku rotryjskich majtków jest winnych?
Nic, nic mój Przyjacielu. Proszę o wybaczenie.
Borys von Targersdorf pisze: ↑5 lata temuTak, moi drodzy italiofobia, była jedna z dziwactw barona, którą on sam traktował jako swoją prywatną krucjatę
Miałem to rano wstawić ale jakoś się nie zebrałem.

No i przekroczyłeś cienką czerwoną linię ![]()
Zielono-biało-czerwoną.
![]()
Głupota nie boli.
Panie Baronie, tak dla jasności ja się tylko bawię z panem w tej pańskiej piaskownicy. I lekko droczę. Osobiście nie mam nic do Pana, Włochów, Węgrów itd.
Też go lubię. Może nie jakoś przesadnie, ale doceniam kunszt.
Zostawcie już tych biednych Włochów w spokoju, niech dalej zamiatają ulice Wiednia i Budapesztu... ![]()
(Zdanie nie miało podtekstów rasistowskich, a wszelkie osoby urażone proszę o uznanie tego za głupi żart)
Źle zrozumiałem Pan wypowiedz, przepraszam.
Kiedy konwój wpływał do portu zwróciły się na niego wszystkie oczy. Oto bowiem obok stojących przy nabrzeżu stalowych bestii sunęły wdzięcznie drewniane, starodawne żaglowce. Z otwartych furt działowych wyszczerzały się lufy 3- i 6-funtówek. Wzrok, szczególnie tej piękniejszej części triesteńczyków przyciągały galowe mundury piechoty morskiej i oficerów przystrojone akselbantami szarfami i piórami. Także marynarze starali się nie ustępować kolegom. Koszule wyprano w miarę możliwości w morskiej wodzie, pasy i buty wyszorowano na błysk.
Pierwsi Na lądzie stanęli mariniers pod których ochrona i przy gęstniejącym tłumie gapiów odbywał się rozładunek. Owoce rozeszły się jak świeże bułeczki, alkohol z racji ceny zszedł trochę wolniej, ale nie było problemów z jego sprzedażą. Przez zbitą ciżbę ludzi natomiast nie mogli przebić się przedstawiciele kontrahentów którzy mieli odebrać drewno. Tuż za nimi zjawiła się także policja portowa która ku uciesze załogi i przedstawicieli handlowych utworzyła korytarz którym wytransportowano ciężkie bele do ciężarówek i dalej do pociągów.
Oficerowie kazali załogom zostawić rzeczy na statku, rozdali część wypłat oraz zastrzegli że druga cześć czekać będzie na statku i puścili ludzi w miasto.
Piękne widoki w porcie. Kurtyzany na pewno już "zacierają ręce", jakkolwiek to brzmi, gdy "wygłodniali" marynarze schodzą do portowych knajp.